wtorek, 6 maja 2014

ROZDZIAŁ 7

Nazajutrz obudziłam się o 6:00, więc miałam jeszcze dwie godziny do rozpoczęcia lekcji.
- Jeszcze 5 min. - mruknęłam pod nosem.
A tu nagle do pokoju wbija mi tata drąc się:- Amy wstawaj! I ściąga ze mnie kołdrę. Nosz ja pierdzielę, oczekuję tylko 5 minut więcej ale nie, bo po co. Wstałam leniwie z łóżka, włożyłam stopy w moje kapciuszki pandy i poczłapałam do łazienki. Uczesałam się i zrobiłam sobie delikatny makijaż, po czym weszłam z powrotem do sypialni. Stanęłam przed szafą i przez chwilę się zastanawiałam, aż w końcu wybrałam taki zestaw:
Ubrałam się i zeszłam na dół do kuchni, gdzie zastałam na blacie naleśniki zrobione przez mojego tatę. Obawiam się, że będą niejadalne ale zawsze mogę spróbować, może się nie otruję. Usiadłam przy stole i zaczęłam pałaszować danie, o dziwo było jadalne. Skończyłam posiłek i odłożyłam naczynia do zlewu. Wyszłam z tatą z domu, a następnie wsiedliśmy do auta. Po chwili byliśmy pod budynkiem, którego nienawidziłam - szkoła. Wysiadłam z pojazdu i weszłam do szkoły. W czasie lekcji kilkakrotnie mijałam Ross'a na korytarzu ale ten mnie ignorował, czyli podświadomość miała rację. Nadeszła pora lunchu. stałam właśnie w kolejce i rozmawiałam z koleżanką z klasy.
-Amy, nie odwracaj się - powiedziała.
Mimo to odwróciłam się i zobaczyłam Ross'a z najpopularniejszą dziunią na kolanach, która go całowała, a on tego nie przerywał. Jak on mógł mi to zrobić. Od razu zalałam się łzami. A on po chwili oderwał się od tej dziuni i spojrzał na mnie i zaczął się śmiać, a za jego wzrokiem podążyła ta lafirynda i też zaczęła się śmiać, a mi bardziej zachciało się płakać więc wybiegłam ze szkoły. Po chwili chodziłam po mieście cała zapłakana, zauważyłam aptekę więc postanowiłam tam wejść.
- Dzień dobry. - powiedziałam uprzejmie - Poproszę żyletkę.
- Proszę bardzo - powiedziała aptekarka, i podała mi przedmiot o który poprosiłam. Wyszłam ze sklepu i skierowałam się do najbliższego parku. Usiadłam pod jakimś starym i ogromnym drzewem i wyjęłam żyletkę, odsłoniłam rękę i zrobiłam pierwsze cięcie, potem kolejne i kolejne, aż moja ręka wyglądała tak:
Czułam wielką nienawiść do blondyna, zastanawiałam się jak on mógł mi to zrobić. Myślałam, że jest moim przyjacielem, a tu co się okazało? Ten blondas nigdy nie był moim przyjacielem, jaka ja byłam głupia, że dałam się nabrać. Przed oczami miałam coraz więcej czarnych plam aż widziałam tylko jedną, wielką, czarną plamę.
*Następnego dnia, rano*

Gdy otworzyłam oczy zobaczyłam, że znajduję się jakimś białym pomieszczeniu. Po chwili do pokoju weszła pielęgniarka, co oznaczało, że jestem w szpitalu i nadal żyję.
Czyli mój plan nie wypalił i dalej jestem żywa. Miałam umrzeć, w niebie nie byłoby bólu i byłabym w końcu szczęśliwa. Z zamyślenia wyciągnęła mnie pielęgniarka.
- Jak się pani czuję?
- W miarę dobrze.
- Ktoś chcę panią odwiedzić. Wpuścić ich?
- Tak.
Postać wyszła z pokoju i po chwili wróciła, a za nią weszło całe rodzeństwo Lynch razem z Ratliffem.
- Dlaczego chciałaś się zabić?! - krzyknęła na wstępie Rydel.
- To nie jest ważne - powiedziałam i spojrzałam na Rossa który stał z boku i nic nie mówił tylko patrzył na mnie tępo.
- Jak to nie jest ważne, przecież jakby cię Ross nie znalazł to by już było po tobie!!!!!! - krzyczała blondyna. Po chwili doszły do mnie słowa wykrzyczane przez nią.
- Jak to? Ross ty mnie znalazłeś? - zapytałam zdziwiona.
- Tak, pobiegłem wtedy za Tobą - powiedział spokojnie.
- Dziękuję, ale nie musiałeś, przynajmniej miałabym spokój - powiedziałam.
- Przestań tak mówić!!!!!! - krzyknął Ross.
- Niby dlaczego? Pierw mnie całujesz, potem mówisz, że to nic nie znaczy, potem za mną biegniesz i znowu całujesz, a jeszcze potem całujesz się z jakąś wytapetowaną pindzią!!!!!! - krzyknęłam zła, a oni wszyscy stali z otwartymi buziami - Nic się nie zmieniłeś - powiedziałam z nienawiścią.
-Amy, ja chcę ciebie za to przeprosić.
-Ale ja ci tego nie wybaczę. Nienawidzę cię, nie rozumiem jak mogłam ci zaufać, a tym bardziej dlaczego dopuściłam do tych pocałunków!!
-Proszę cię.
-Nie chcę cię nigdy więcej widzieć na oczy rozumiesz?!
-Tak, ale mam nadzieję, że kiedyś mi to wybaczysz. Nie chcę żebyś przeze mnie robiła sobie krzywdę.-odparł smutny i wyszedł z pomieszczenia, a jego rodzeństwo dalej na mnie patrzyło z wybałuszonymi oczami, co wyglądało mega śmiesznie.
-Ale wy się... więcej... raz?-mamrotał Rocky.
-Tak, ale to nie ważne.-odparłam smutna.
 Czułam się winna, że tak potraktowałam Ross'a ale co miałam powiedzieć? Hej Rossy wybaczam ci, bądźmy razem i hasajmy szczęśliwi po łące?
O nie w życiu nie ma tak łatwo, ja przeżyłam gorsze rzeczy. Chwilę potem do sali wszedł lekarz i powiedział:
- Dzień dobry panienko Amy - zaczął - Obudziła się pani, rany nie są groźne więc może się pani spakować, a ja zaraz przyniosę pani wypis - dokończył przemowę i wyszedł z sali, a ja się poniosłam z łóżka i wybrałam ciuchy, a potem poszłam do łazienki się ubrać, ale jeszcze zanim tam weszłam Delly zapytała:
- Spakować cię?
- Jeśli możesz - odpowiedziałam, a ona tylko się uśmiechnęła i skinęła głową na potwierdzenie. Po chwili byłam ubrana w to:
- Idziemy? - zapytała Delly kiedy tylko wyszłam z łazienki - Lekarz przyniósł już wypis - powiedziała zanim cokolwiek odpowiedziałam.
- Okej. To chodźmy - powiedziałam i ruszyliśmy w stronę drzwi. Kiedy byliśmy już na parkingu i pakowaliśmy się do samochodu Delly zadała mi pytanie:
- Amy.....bo my jutro urządzamy imprezę wpadniesz?
- Jasne, czemu nie - odpowiedziałam, i przez resztę drogi już się nie odzywaliśmy, potem tylko wysiadłam i powiedziałam krótkie ,,Cześć".

*Następnego dnia*
 Obudziły mnie wpadające, przez uchylone rolety. ugh, jak ja tego nie nawidze. dobrze mi się śpi ale po co dać mi się wyspać skoro można biedną Amy obudzić, na tym świecie nie ma sprawiedliwości. Wstałam leniwie z łóżka i podreptałam do łazienki. Zrobiłam to co zawsze czyli standardowy zestaw, makijaż i fryzura. Dobrze, że dzisiaj jest sobota i nie trzeba iść do szkoły, bo nic by mnie dzisiaj nie zmusiło, żeby pójść do tego przeklętego budynku. Jeszcze dzisiaj jest impreza u Lynchów, więc się wyszaleje do woli. Spojrzałam na moją rękę, którą dzień wcześniej pociełam, o dziwo nie wyglądała źle, mogłabym powiedzieć, że już prawie nie widać, i dobrze. 
Podeszłam do szafy i wyciągnęłam jakiś dres, po czym się w niego ubrałam. Zeszłam na dół ale nikogo nie zastałam, czyli tata gdzieś pojechał, świetnie.
Podeszłam do lodówki wziełam jakieś płatki i mleko. Gdy zjadłam moje śniadanie, wzięłam kubek lodów czekoladowych, usiadłam przed telewizorem i przez następne godziny oglądałam jakieś hiszpańskie telenowele, zakałe telewizji.
Nadeszła godzina 18:40, pobiegłam na góre, spiełam włosy w wysoką kitkę, ubrałam się w tą sukienkę i wyszłam z domu.



Kiedy byłam na miejscu, już słyszałam odgłosy imprezy, więc zadzwoniłam dzwonkiem do drzwi, a one po chwili się otworzyły, a za nimi stał/a.........


Siemanko, z tej strony Pink CupCake zostałam zmuszona do napisania tej notki przez Wiktorię -_-(sadystka). No więc jest to pierwszy rozdział w całości napisany przez naszą dwójkę. To mam nadzieję, że wam się spodoba i wgl. Komentujcie, najwięcej jak możecie!!

Narka, Pink CupCake ♥

2 komentarze: